-
W
czasach nam współczesnych, zdominowanych przez
materialistyczne pojmowanie czasu i przestrzeni,
ukierunkowanych na „nowość” niekoniecznie zaś „wartość”
istnienie malarstwa dystansującego się od krzykliwej
donośności wydaje się szczególnie cenne. Magda Snarska
próbuje w swych obrazach pokazywać delikatne, trudno
nazywalne uczucia. Kreując tak a nie inaczej swoich
bohaterów podkreśla, że świat jej obrazów należy
postrzegać emocjami.
A jest to świat łagodnie zadumanej beztroski,
melancholijnej dobroci, rozjaśniony wewnętrznym, nieco
zamglonym światłem. Fascynacja jego urodą miesza się u
autorki ze świadomością, że jest to świat bezpowrotnie
miniony, stąd też nostalgiczny charakter jej płócien.
Cechą charakterystyczną jej prac jest godna podziwu
wiara w istnienie siły wewnętrznej obrazu, niezmiennej z
upływem czasu. Intuicyjnie dąży w nich do odbudowania
emocjonalnej więzi między widzem a dziełem przy pomocy
pomostu w postaci podziwianej przez nią sztuki przełomu
średniowiecza i renesansu. Jej postawa jest przykładem
wrażliwego dystansu wobec codzienności.
- prof.
Ewa Pełka
Kiedy
zaczynam malować zostaję tylko ja ,płótno , farby, małe
delikatne pędzle i muzyka, która pomaga przenieść się w
inne rejony myślenia. Obrazy powstają długo , dojrzewają
z upływem czasu. W każdym drzemią dwie pory roku.
Zmienia się światło, czasem robi się chłodniej to znów
nastają upały, a obrazy dojrzewają jak owoce ale tylko
ja wiem kiedy ich czas się wypełni. O pośpiechu nie ma
mowy, jest skupienie praca i radość, która pozostawia we
mnie niezwykła siłę. Zawsze liczy się tylko człowiek
jego piękno duchowe i cielesne, które jak mi się zdaje
ma ścisły związek. Całe piękno natury i świata, które
czytam tak wyraźnie w starym uwielbianym przeze mnie
malarstwie, oglądam dzięki ludzkiej wrażliwości i
niezwykłemu talentowi artystów. Artystów, którzy
przeżywali swoje własne radości i dramaty ,otaczali się
ważnymi dla siebie ludźmi, a prowadzili też niezwykły
dialog z przeszłością, który mam nadzieję jest dzisiaj
także za ich pośrednictwem moim udziałem.
- Magda
Snarska
|
-
One.
Są wiotkie, smukłe, delikatne. Subtelne. Wytworne i
skupione. Ich elegancja jest zaskakująco prosta, ich
uroda trochę smutna. A raczej - melancholijna. Czarująco
i słodko melancholijna. Drobne rysy - oczy i wysokie,
gładkie czoła są gotyckie, usta i profile twarzy
renesansowe. Włosów najczęściej nie widać - zakrył je ni
to czepiec, ni to zwój, coś przywodzącego na myśl
średniowieczny hennin, jednak nie tak kunsztowny i
kosztowny. Dlatego szlachetniejszy. Szyje długie,
ramiona wąskie i spadziste - jak u Joanny Cennani. Albo
Simonetty Vespucci.
Suknie proste - cynobrowe, karminowo-brązowe, zielone -
bez ozdób. Ale noszone z godnością. Z pełną prostoty
godnością, równą tej, z jaką Ludwik Tornabuoni kroczy
wśród ścian Santa Maria Novella. Dłonie duże, o długich
palcach. Kiedyś mawiano o takich - arystokratyczne. Choć
może lepiej powiedzieć - stworzone do trzymania
instrumentu, ujmowania kruchej łodyżki kwiatu, gładzenia
niewidocznej jedwabistej fałdy. Albo - czasem tak się
dzieje w sposób jak najbardziej swobodny, oczywisty i
naturalny - do zawiśnięcia w powietrzu. Do
znieruchomienia w przezroczystym, miodowo-błękitnym
powietrzu na chwilę krótką i ulotną jak trzepot motylich
skrzydeł, a przecież mądrą, trudną jak wieczność. Takie
właśnie chwile stworzone są do słuchania słodkich
dźwięków lutni - lub melodii własnych myśli. Do rozmów z
sobą, z własną duszą czy też z aniołami. Bo to aniołowie
- też wytworni, subtelni i skupieni - są dla nich
najwłaściwszymi towarzyszami. One same należą do
wielkiego, znakomitego rodu biorącego swój początek od
Laury i Beatrycze. Są młodszymi siostrami,
przyjaciółkami, kuzynkami Cecylii Gallerani, Vittorii
Colonny, Fornariny, Lawinii Vecellio, całej plejady
słynnych dam z Mediolanu, Florencji, Wenecji czy
Antwerpii. A także tej niezwykłej bogini z rzeźbionej
wiatrem zielonej sukni, która zachciała zejść na ziemię,
by udawać zwykłą mieszczkę na skrzydłach pewnego
krakowskiego ołtarza z lipowego drzewa. Są w pałacach i
katedrach. W świecie dźwięcznej ciszy i nerwowego
spokoju. Niedawno zobaczyłam je na obrazach Magdy
Snarskiej.
-
Katarzyna Młynarczyk
|